sobota, 24 maja 2014

.4.

*Następny Dzień*
Jak ja się wyspałam! Nawet Fede nie przeszkadzał swoją obecnością. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki odświeżyć się przed kolejnym dniem. Zrobiło mi się smutno ponieważ Louis wyjeżdża dziś wieczorem. Będę za nim tęsknić ale obiecał, że się ze mną skontaktuję. 
Wyszłam z łazienki i zabrałam się za budzenie mojego lokatora. Ku mojemu zdziwieniu chłopak bez marudzenia wylazł z łóżka i zaczął przygotowywać sobie ubrania. 
-Ciekawe co robią Naty i Maxi...-powiedział nie przerywając czynności.
-Miejmy nadzieje że się nie pieprzą. Znowu.-zażartowałam na co na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Też mam taką nadzieje... Bo niedługo pani Navarro i Pan Ponte będą się musieli zajmować bachorem.-odparł. 
-Ale jak coś to będziemy chrzestnymi.-oznajmiłam. 
-No raczej nie inaczej.-odpowiedział i wszedł do łazienki by się ubrać. 
Gdy wyszedł zeszliśmy do jadalni. Nie było tam ani Natali ani Maxiego co nas zdziwiło.
-Pewnie wcześniej wstali i gdzieś wyszli.-usprawiedliwił ich nieobecność Federico.
-Racja. Ta parka najchętniej spędziła by ze sobą każdą chwile życia.-usiadłam przy stoliku.
Bez większych kłótni zjedliśmy śniadanie i postanowiliśmy że trochę dziś pozwiedzamy. 
Zgarnęłam z pokoju ulubioną, niebieska torebkę i wyszliśmy. 
-Najpierw zobaczymy koloseum.-oznajmił chłopak. 
-Nie. Pierwszy zwiedzimy  Pałac Kwirynalski.-skrzyżowałam ręce na piersiach. 
-Ale koloseum jest ciekawsze! Proszę Cię, Lu.-błagał.
-Jak tak Ci na tym zależy...-uległam.
Zadowolony Federico, niczym zawodowy przewodnik prowadził mnie w stronę swojego ulubionego zabytku. Muszę przyznać że to Rzymskie koloseum jest naprawdę piękne. Nie dziwie się że Fede chciał mi je pokazać. Oczywiście zrobiłam nam parę fotek. Okazało się że z Federico nie tylko dobry przewodnik ale i model. Pozował jak do jakiejś gazety.W sumie mnie to nie zdziwiło bo jest on bardzo przysto... Nie! Ludmiło o czym ty myślisz?!
-Ładnie, prawda?-powiedział gdy skończył pozować.
-Tak.. Jest na prawdę wspaniale.-przyznałam. 
-Widzisz! A ty chciałaś do jakiegoś pałacu iść!-uśmiechnął się szeroko.
-Dobrze że mi przypomniałeś! To chodź.-pociągnęłam go w stronę wyjścia.
-Musimy?-skrzywił się.
-Tak. Zobaczysz że Ci się spodoba.-zapewniałam go.
Gdy dotarliśmy na miejsce Federico zaczął straszliwie marudzić. To że jest nudno, to że mu się tu nie podoba. Boże! Oszaleć z nim można! By go nie słuchać zaczęłam podziwiać architekturę pałacu i robić zdjęcia.
-Możemy już iść?-zapytał Włoch po raz setny. 
-Niech Ci już będzie! Przez twoje gadanie nie mam ochoty na zwiedzanie.-przewróciłam oczami. 
-No nareszcie! To co teraz robimy?-ucieszył się.
-Pospacerujmy. No bo co innego mamy do roboty? Nie chce mi siedzieć  hotelu.-odparłam.
-W sumie racja. P drodze możemy wstąpić na lody....-zaproponował.
-Twój lód w spodniach Ci nie starczy?-zaśmiałam się.
Chłopak na początku nie zrozumiał żartu.
-Możesz spróbować jak chcesz.-zaśmiał się i poruszył śmiesznie brawami gdy się zorientował co mam na myśli. 
-Z chęcią.-starałam się być poważna.
-Serio?-zdziwił się.-Bo tu jest taka kawiarnia gdzie jest dobra łazienka i tam moglibyśmy...
-Żartowałam idioto!-byłam wyraźnie rozbawiona. 
-Szkoda.-westchnął.

Nie wytrzymam tu z nią ani chwili dużej! Cały czas się na mnie drze! Nie wierze że Feder i Lu nas nie szukają! 
-Maxi! Zrób że coś!-krzyczała moja dziewczyna.
-Niby co?! Sam mam dość.-odkrzyknąłem wyraźnie zły.
-No przepraszam ale się denerwuje.-odparła już spokojnie.
-I do tego nie mam co jeść.-westchnąłem. 
-A kto wyżarł całe chipsy bekonowe?-spiorunowała mnie spojrzeniem. 
-Byłem głodny!-usprawiedliwiłem się.
-Ja też! Ale oczywiście "ktoś" musiał wszystko zeżreć!-podniosła głos.
-Dobra nie kłóćmy się już. Lepiej, pomyślmy jak stąd wyjść.-zaproponowałem.
-Masz racje.-powiedziała cicho i mnie przytuliła.
Usłyszeliśmy głosy naszych przyjaciół na korytarzu. Momentalnie rzuciliśmy się do drzwi.
-Ludmiła! Federico! Wypuście nas!!!-krzyczeliśmy.
-To wy tam jesteście?-zapytała blondynka.
-No! Już od wczoraj tu siedzimy! Nie zauważyliście że nas nie ma?-pytałem zdenerwowany.
-Byliśmy zajęci....-zaczął Fede,.
-Czym? Co jest ważniejsze od nas?!-ryknęła Naty.
-No sobą.... No nie ważne. Baliśmy się wyjść po tym co zobaczyliśmy boimy się tu wchodzić.-odparła Lu.
-A tak poza tym... Nie przyszło wam do głowy by wyciągnąć z szuflady zapasowy klucz?-wtrącił Fede.
Ja i Natalia nic nie odpowiedzieliśmy. Popędziliśmy do szafki. Rzeczywiście: klucz tam był.
Momentalnie otworzyłem drzwi a do pokoju weszli Ludmiła i Federico.
Ja i moja dziewczyna byliśmy tak tym zszokowani tym wszystkim. Jak mogliśmy nie pomyśleć o zapasowym kluczu!?
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Olszonek odchodzi! *...*
PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO MNIE NIE BYŁO.. Szkoła to główny powód ;/ Chcecie więcej Fede i Lu? http://violet-other-history.blogspot.com/ to coś dla was ♥ Ten blog który jest w linku przechodzi zmiany :3 Dziękuje za 10 komentarzy pod tamtym rozdziałem <33
5 komów=next ^...^ 

sobota, 17 maja 2014

.3.

*Następny Dzień*
Ja i Fede siedzieliśmy w pokoju i zastanawialiśmy się czy wyjść. 
-A co im powiemy?-zapytałam chodząc nerwowo po pokoju.
-Nie mam pojęcia! Może w ogóle o tym nie mówmy?-zaproponował.
-Nie wiem czy to się uda... Zawsze oni mogą zacząć ten temat.-odparłam.
-W sumie racja... No to co robimy? Przecież nie będziemy siedzieć tu całe wakacje!-zdenerwował się.
-To chodź. Miejmy nadzieje że nic o tym nie powiedzą.-postanowiłam.
Gdy już mieliśmy otwierać drzwi Federico uśmiechnął się do mnie.
-Ja dalej mam przed oczami ten widok!-zaśmialiśmy się.
-Mi to mówisz!? Teraz będzie nam się to śnić do końca życia!-odpowiedziałam i przekręciłam gałkę. 
Wyszliśmy na korytarz i skierowaliśmy się do jadalni. Siedziało tam już nasze Naxi i w ciszy jadło śniadanie. 
-Cześć.-wymamrotałam i usiadłam przy stole.
-Hej...-szepnęła Naty. 
Zaczęliśmy jeść. Ja i Fede zawzięcie dyskutowaliśmy o widokach które wczoraj sfotografowaliśmy, by tylko nie myśleć o wczorajszym.
-A wy się nagle polubiliście?-wtrącił Maxi.
-Może i tak. Przynajmniej nie wskoczymy sobie do łóżka jak nie którzy...!-palnął Feder na co ja wybuchnęłam nie pohamowanym śmiechem.
Z ust Ponte wyszła cicha wiązanka przekleństw. Natomiast Natalia przygryzła dolną wargę a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. 
Po zjedzeniu panna Nata i jej chłopak opuścili mnie i Włocha. Zostaliśmy sami w jadalni. 
-Wyjdziemy dziś gdzieś?-przerwał cisze.
-Dobra. Tylko musisz mi coś obiecać.-uśmiechnęłam się szyderczo.
-No mów.-rozkazał.
-Żadnego podrywu, żadnych tanich tekstów i co najważniejsze żadnego gadania o sobie.-wyliczałam.
-Ja tak nie wytrzymam!-skrzyżował ręce na piersi.
-To chyba będziesz zmuszony spędzić ten wieczór sam...-skierowałam się do wyjścia. 
Feder ruszył za mną.
-Jak się zastanowić to ten wymagania nie są takie złe... Zgadzam się.-odpowiedział. 
-I super! To widzimy się o 16.-odparłam nie zatrzymując się.
-A co? Nie możemy razem spędzić czasu?-zdziwił się.
-Przykro mi, ale idę do Louisa. W końcu za trzy dni wyjeżdża.-wyszłam z pomieszczenia.

-Mogłeś zamknąć te drzwi deklu!-darłam się na mojego chłopaka.
-Oj, no zapomniałem!-tłumaczył się.
-Prze Ciebie nasi przyjaciele się z nas śmieją!-ciągnęłam. 
-No przepraszam! Możemy skończyć już ten temat?-wkurzył się.
-O nie mój panie! Najpierw muszę załatwić z tobą sprawę zamykania drzwi.-odparłam.
-Co?-zdziwił się.
-Idziemy do naszego pokoju i będziesz uczył się jak posługiwać się kluczami.-wyjaśniłam.
-Że jak? Po co?!-pytał.
-Po gówno! Do puki się nie nauczysz kara na... Na sam wiesz co...-warknęłam.
-O takie idiotyzmy zamieszanie robisz!-oburzył się.
-Nie gadaj tylko chodź!-pociągnęłam go za rękę. 
Weszliśmy do pokoju. Podałam chłopakowi klucz a sama usiadłam na fotelu i zaczęłam przeglądać kolorowe pisemko. 
-I co mam z tym zrobić?-zapytał.
-Otwierasz-zamykasz. Otwierasz-zamykasz. Proste?-nie odrywałam wzroku od lektury.
-Serio?-wykrzywił się.
-Serio, serio.-odparłam bez żadnego zaanagażowania. 
Chłopak zaczął wykonywać moje polecenia. Po jakieś godzinie podszedł do mnie.
-Naty...-mruknął.
-No co?-podniosłam oczy z nad gazety.
Wtedy on pokazał mi złamany klucz do naszego pokoju.
-Coś ty narobił idioto?!-rzuciłam pisemko na dywan.
-Ja?! To ty mi kazałaś otwierać i zamykać!-wrzasnął.
-Dobra... Pójdziemy do recepcji  i wszystko grzecznie im wyjaśnisz.-skierowałam się do drzwi,.
-Wieeeeesz....-przeciągnął.
-Co znowu mam wiedzieć?-popatrzyłam na niego ze złością.
-Bo jest taka możliwość że drzwi były zamknięte gdy klucz mi się zepsuł...-odparł spokojnie.
-Czyli że jesteśmy tu zamknięci do puki Federico i Ludmiła nie wrócą?!-krzyknęłam.
-Możemy przecież zadzwonić do pracowników hotelu.-przypomniał.
-Ta... Tyle że ty matole nie słyszałeś że sieć telefoniczna została zerwana?-darłam się.
-To odpowiadając na poprzednie pytanie "tak".-usiadł na łóżku.
-Masz szczęście że zapakowałam do walizki jakieś przekąski. Tak to bym Cię zjadała.-warknęłam.

Za parę minut mam randkę, a przynajmniej ja to tak nazywam z Lu. Pierwszy raz tak się stresuje! No ale muszę zrobić na niej jak największe wrażenie. Tylko czy ona chce jakiejś eleganckiej restauracji czy czegoś bardziej.. kumpelskiego? Myślę że woli to drugie... Przecież obiecałem jej że nie będzie żadnego podrywu i  słowa dotrzymam. Na razie.
Tylko co ona lubi? Zapytał bym się Naty ale teraz boje się wchodzić do ich pokoju. Nie mam ochoty na następną traume! No więc jest tylko jeden sposób:
Wysłałem sms'a (Ludmiła nie ma mojego numeru) Z prze różnymi pytaniami. W odpowiedzi dostałem coś takiego:
Kocham pizze ♥ I nie znam Cię także wypierdalaj :**
Kto jak kto ale ona mas swój styl bycia...
Czyli pizze lubi... Czyli trzeba ją do pizzeri zabrać... Jesteśmy we Włoszech więc nie będzie z tym problemu...  
Czyli teraz tylko się ubrać... No to bluza, rurki i zwykłe Air Maxy. 
Gdy byłem w łazience usłyszałem że ktoś wchodzi do pokoju. Na pewno była to Lu bo śpiewała. I wychodziło jej to genialnie!

Przez miłość wszystko będzie prawdą
To przez miłość daję z siebie wszystko
Moje serce to wszystko co mam
Wygrałam i przegrałam, nigdy się nie poddam
Bo TAKA jestem
Wyszedłem z łazienki. 
-Świetna piosenka.  Jaki ma tytuł?-zapytałem.
-Skąd ty tu...?-zaczęła.-Eh... Si Es Por Amor. 
-Piękna.-przyznałem.
-Dobra nie ważne... Weź wyjdź bo się chcę ubrać...-wyprosiła mnie.
-Dobra...-odparłem i skierowałem się do wyjścia. 
Gdy wróciłem dziewczyna była ubrana w krótkie jinsowe spodenki, bluzę z napisem I'm.♥ i vansy. 
Wyszliśmy z hotelu a ja zamówiłem taxi.
-Mogę się przejść.... Nie musisz zamawiać taxówki.-powiedziała.
-Jasne że muszę... Z jednej strony dla tego że  nie chcę żebyś się nachodziła a z drugiej dlatego że miejsce do którego jedziemy jest po drugiej stronie miasta.-uśmiechnąłem się. 
-Aha... Ok.-odparła.
Gdy byliśmy już na miejscu pomogłem jej wysiąść. Zaprowadziłem ją do pizzeri. 
-Słyszałem że lubisz pizze.-odsunąłem jej krzesło. 
-Mogłeś zapytać a nie wysyłać mi wiadomości.-zagięło mnie. 
-Ale skąd ty...?-dukałem.
-Naty podała mi twój numer.-odpowiedziała widocznie rozbawiona.
-No wiesz co?!-zaśmiałem się.
Zamówiliśmy sobie pizze i jedząc ją rozmawialiśmy.
-Czyli ty i Louis jesteście przyjaciółmi i nikim więcej?-wypalilem.
-No kumplujemy się... A co?-zapytała i popatrzyła na mnie spod oka.
-A tak się pytam...-wymamrotałem.
-Aha...
Gdy już skończyliśmy jeść zaczęliśmy się zbierać. Postanowiliśmy się przejść. Okolica była na prawdę ładna. Światło księżyca oświecało nasze twarze. 
-Ślicznie tu.-przerwała ciszę blondynka. 
Ja przytaknąłem. 
-Śliczna to jesteś ty.-uśmiechnąłem się pod nosem.
Na co ona wykrzywiła się.
-Miałeś nie próbować.-przypomniała.
-No dobra... Przepraszam!-zapobiegłem jakiejś bezsensownej awanturze. 
Jeszcze chwile pochodziliśmy ale Ludmiła zrobiła się zmęczona więc wróciliśmy. 
Gdy byliśmy już w hotelu zastanawialiśmy się czy nie iść do Naxi.
-Lepiej nie. Jeśli oni znowu... No wiesz.-wykrzywiłem się.
-No... Nie chcę znów mieć koszmarów.-poparła mnie i wróciliśmy do naszego pokoju.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zamknęłam Naxi w pokoju xddd Głupia ja :D Dziękuje za komentarze <3
Ogólnie to żelki chyba ćpałam :D No ale mam nadzieje że rozdział się podoba.... c: 
I.... 
MAM NIESPODZIANKĘ ♥ 
Macie tu mojego ulubionego gifa ♥
Jeśli lubicie moje opowiadania to to się wam chyba spodoba .... :3 Nowy blog jest w przygotowaniu :** O czym? Tajemnica ^.^ Link pojawi się się długo (na 100% dziś) więc sprawdzajcie bloga *.*
4 komy=next ^.^
 

wtorek, 13 maja 2014

.2.

-Fajna ta gitara.-skwitowałem oglądając uważnie instrument przyjaciela.
-Moja Naty mi pomogła wybierać.-pochwalił się Ponte.
-Cieszy mnie to niezmiernie.-przewróciłem oczami.
-Mówię Ci! Powinieneś sobie kogoś znaleźć...-przekonywał mnie.
-Boże...! Daj spokój! Przecież tyle dziewczyn się koło mnie kręci a ty mi o związkach mówisz.-wykrzywiłem się.
-Chodziło mi o jakiś stały związek.-podrapał się w tył głowy.-Każdy już kogoś ma...
-Przecież Ludmiła jest sama!-przypomniałem.
-Nie był bym tego taki pewny...-poklepał mnie po plecach.
-Co ty sugerujesz...?-nie zrozumiałem.
-No wiesz... Louis.-wyjaśnił.
-Od kiedy oni są razem?!-aż podskoczyłem z wrażenia.
-No nie wiem czy w ogóle są.. Ale to tak wygląda.-odpowiedział i wyszedł.
Ten pedał jeszcze będzie do niej startował! Jeszcze zobaczy!~pomyślałem.
Wtedy do pokoju weszła Lu.
-Cześć.-przywitałem się.
-Siema.-odpowiedziała chłodno.
-Może masz ochotę iść dziś ze mną gdzieś wieczorem?-zapytałem.
-Sorry... Mam plany.-pisnęła i zaczęła wyciągać jakieś ciuchy z szafy.
-Jak to?-zdziwiłem się.
-Idę z Louisem i Naty oraz Maxim do restauracji? Ten twój cały przyjaciel Ci nie powiedział?-popatrzyła się na mnie.
-Nie... Nic mi nie powiedział.-przyznałem.
-Aha. Ok... Nie ważne.-odpowiedziała obojętnie i wróciła do poprzedniego zajęcia.
Oni sobie wychodzą a mnie zostawiają! No super!  Postanowiłem że też zorganizuje sobie wieczór. Przecież nie mogę być od nich gorszy.
Ferro w końcu wyszła z łazienki. Miała na sobie krótką żurawinową sukienkę i białe szpilki. Włosy miała spięte w koka.
-Ładnie wyglądasz.-skomentowałem.-Widzę, że na prawdę Ci się podoba.
-Dziękuje... I zajmij się swoimi sprawami.-odpowiedziała i wyszła z pokoju.
Zostałem sam. Uznałem że jednak nie będę nigdzie wychodził. Postanowiłem że się chwile sobie pośpię a potem wymyśle co dalej.

Ja, Naty i Louis z Lu siedzieliśmy przy stole w restauracji. Nata i Ludmiła jadły jakieś sałatki i gadały o własnych sprawach. Ja rozmawiałem z Lou.
-Czyli masz zespół?-zapytałem.
-Tak... Tyle że jeden z jego członów ostatnio odszedł i szukamy gitarzysty.-wyznał.
-A prowadzicie jakiś... Hmm... Casting?-zaciekawiłem się.
-Jasne! A co chcesz spróbować?-uśmiechnął się.
-Nie wiem czy się nadaje. Szczerze? Mało gram...-odpowiedziałem.
-Słuchaj... Ja za tydzień wracam do Londynu. Jak chcesz to przyjedź do  nas w wolnej chwili.-zaproponował.
-Zobaczę.-mruknąłem.
Siedzieliśmy tak jeszcze trochę ale potem Tomlison musiał iść więc my też wyszliśmy.
-To gdzie teraz?-zapytała Ludmiła.
-No jak to gdzie? Do hotelu.-odpowiedziała Naty.
-Ale ty wiesz że jest dopiero 20?-drążyła Ferro.
-Tak? To może zgarniemy Fede i pójdziemy potańczyć?-zaproponowałem.
-Spoko... Tylko musimy iść po Federico?-wykrzywiła się Lu.
-Musimy! Przecież już go raz zostawiliśmy samego. Po co drugi raz mu to robić?-oznajmiła Nata i ruszyliśmy w stronę hotelu.
Poszedłem po Fede do jego pokoju bo dziewczyną się nie chciało. Gdy wszedłem Federico spał. Postanowiłem jakoś go obudzić. Puściłem na ful płytę  Cher LIoyd. Mój przyjaciel aż spadł z łóżka.
-Popierdoliło Cię?!!-krzyknął wstając z podłogi.
-No... Może trochę.-wyszczerzyłem się.
-Właśnie widzę.-otrzepał się.-Mam nadzieje że masz dobry powód by w tak brutalny sposób mnie budzić...
-Idziemy na dyskotekę... Chcesz iść z nami.?-zapytałem.
-Spoko.... A idzie Lu?-podszedł do lustra by poprawić włosy.
-Tak. A co?-zdziwiłem się.
-Tak pytam...-wzruszył ramionami.
Wyszliśmy z hotelu. Przed nim czekały na nas już dziewczyny. Roześmiani udaliśmy się do miejscowego klubu.

Nie jest źle... Po tej kolacji to ta dyskoteka jest świetnym pomysłem. Tylko po co ten Federico...
Weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć. Naty z Maxim a ja i Feder staliśmy.
-Czemu nie tańczysz?-zapytałam.
-A czemu mam?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-No nie wiem... Co, dziś nie ma grona twoich przyjaciółeczek?-zadrwiłam.
-A co? Zazdrosna?-droczył się ze mną.
-Nie mam o co.-zaśmiałam się.
Nie wiem co mnie do tego skłoniło ale zaczęłam z nim tańczyć. Akurat leciała moja ulubiona piosenka- With Ur Love. Fede obejmował mnie w pasie.
To Lu i Fede jak coś xdd
-Myślałem ze mnie nie lubisz.-popatrzył na mnie zadziornie.
-Bo nie lubię. Ale tańczysz świetnie.-przyznałam.
-To jedna z wielu moich zalet.-Fede mnie obrócił, tak że zawirowałam.
-A ja tam sądzę że masz więcej wad.-uśmiechnęłam się.
-To się mylisz... Musisz tylko chcieć mnie poznać.-odpowiedział
-Zastanowię się.-powiedziałam i zaczęłam szukać wzrokiem naszego "Naxi".
-Szukasz czegoś?-zapytał chłopak.
-Tak... Naty i Maxiego...-odpowiedziałam.
-Chyba wyszli.-odparł.
-Ej, mi też się nie chcę tu siedzieć.-wyznałam.
-To może wracajmy już. Przy okazji się przejdziemy.-zaproponował.
-Dobra. To chodź.-pociągnęłam go za rękę.
Szliśmy w miłej atmosferze. Co chwile się do siebie uśmiechając. Może on nie jest wcale taki zły... A może robi to tylko po to by zdobić moje zaufanie... Okaże się później.
Weszliśmy do hotelu. Przed pójściem postanowiliśmy zobaczyć czy nasi przyjaciele wrócili. Otworzyliśmy drzwi a tam zastaliśmy ich w nieco intymnej sytuacji... Mieliśmy szeroko otworzone oczy. Gapiliśmy się na to jakieś 2 sekundy po czym szybko zamknęliśmy drzwi i oparliśmy się o nie.
-Ale akcja1-wydusił Fede.
-Mi to mówisz?!-odpowiedziałam.
-Masakra!-krzyknął.
-Wiem!-odkrzyknęłam.
Postanowiliśmy wrócić do naszego pokoju i odreagować. Potem cały czas miałam ten obraz przed oczami. Federico też nie mógł zasnąć z tego powodu. Śmialiśmy się.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 2 xddd Śmieszy mnie to wszystko i teraz się jak głupia śmieje :DDD Chyba nie muszę wyjaśniać tej sytuacji :)) Dobra kończe xdd 



niedziela, 11 maja 2014

.1.

DZIĘKUJE!!!
13 komentarzy pod prologiem ♥
Kocham was po prostu *w*

Jak widzicie dodałam ankietę "Czytasz?"
mam nadzieje że będziecie w niej głosować c:

Cały lot koło tego durnia Federico-MASAKRA! Chciałam siedzieć koło Naty ale ona wolała Maxiego. Włoch cały czas gadał o sobie. Wyrecytował mi nawet instrukcje jak ułożyć tak włosy na żelu. 
-Możesz wreszcie przestać gadać!-moja cierpliwość się skończyła.
-O co Ci chodzi?!-zwariuje z nim.
-Może o to że cały czas mówisz tylko o sobie! Myślisz że mnie obchodzi jak układasz włosy?-wykrzywiłam się.
-A czemu by nie? Przecież nie robię nic złego.-zabije go na miejscu.
-Nie ważne! Teraz idę po wodę a gdy mnie nie będzie postaraj się niczego nie zepsuć!-wstałam z fotela.
Zgarnęłam napój ze stolika i wróciłam na miejsce. Pech chciał że samolot się przekrzywił i upadłam centralnie na Federico oblewając go wodą. 
-Widzę że naprawdę na mnie lecisz!-zaśmiał się.
-To był tylko wypadek!-zaprotestowałam.
-Możemy się tak umówić. Ale oboje dobrze wiemy że zrobiłaś to specjalnie.-puścił  i oko.
-Specjalnie? Niby po co miała bym to robić?-zeszłam z jego kolan.
-Kwestia upadania na mnie jest chyba jasna. A jeśli chodzi o wodę to teraz muszę ściągnąć koszulkę co Ci się na pewno spodoba.-poprawił włosy.
-Bo ja nie mam co robić tylko patrzeć się na Ciebie bez koszulki.-przewróciłam oczami.
-No wiem.-uśmiechnął się szeroko i ściągnął koszule.
Starałam się patrzeć w okno. Prawie mi się to udało... Muszę przyznać że Fede ma całkiem niezłą klatę,  ale to bez znaczenia. Przecież nie może mi się taki zjeb podobać! Tylko nie wiem czemu obraz jego umięśnionego brzucha cały dzień chodził mi po głowie... 
Po długim locie dotarliśmy do Włoch. Wysiedliśmy z samolotu i bez większych spięć udaliśmy się do hotelu który robił wrażenie! Był na prawdę duży. Zawsze marzyłam o mieszkaniu w tak cudnym miejscu tylko... Federico przeszkadza!
Weszliśmy do holu. Maxi nas zameldował. Wręczył mi klucz do mojego apartamentu. Od razu pobiegłam do pokoju numer 33. Ku mojemu zdziwieniu były tam dwa łóżka. 
Pewnie dziele pokój z Naty~pomyślałam i rzuciłam się na wyjątkowo miękkie łóżko.Nie poleżałam długo bo do  pomieszczenia wszedł Federico i zaczął się rozpakowywać. 
-Co ty tu robisz?!-warknęłam.
-No jak to co? Mieszkam!-tego było już za wiele!
-Ale jak!? I czemu ja nie mieszkam z Natalią?!-wkurzyłam się.
-Bo ona i Maxi chcą trochę prywatności.-zaśmiał się.
-No pięknie!-ponownie padłam na łóżko.
-Piękne to jest to miasto.-Fede popatrzył się przez okno.
-Pierwszy raz się z tobą zgodzę.-przyjęłam pozycje pół siedzącą. 
W takim czymś była Lu *..*
Potem do pokoju przyszły nasze "gołąbeczki" i zaproponowały wyjście na dyskotekę. Federico ochoczo się zgodził. Ja po zastanowieniu postanowiłam że też pójdę. Przygotowałam sobie czarną sukienkę. Gdy Fede mnie zobaczył zaczął komplementy ale ja nie zwracałam na niego uwagi. Cała nasza czwórka ruszyła do jednego z najpopularniejszych klubów.  Gdy weszliśmy muzyka głośno grała a ludzie  świetnie się bawili. Federico ruszył na parkiet i zaczął tańczyć z jakąś blondynką. Wkrótce przy chłopaku pojawiało się jeszcze więcej dziewczyn. Jak one mogą tak podrywać mojego... Chwila! Stop! Żadnego mojego! On może sobie tańczyć z kim chce! Co mnie to obchodzi! 
Podeszłam do barku i zamówiłam drinka. Stanął koło mnie jakiś szatyn z grzywką zaczesaną na bok. Miał białą bluzkę z kołnierzykiem i szelki.
-Cześć. Co taka ładna dziewczyna robi tu sama?-przywitał mnie.
-Hej... Siedzi sobie. Jestem Ludmiła Ferro. A ty?-przedstawiłam się z uśmiechem.
-Jestem Louis. Louis Tomlison.-podał mi rękę. 
-Miło mi. Co tu robisz?-zapytałam.
-Mi również. Na wakacjach jestem.-przejechał ręką po włosach. 
-Ja też!-zaśmialiśmy się.
-Zatańczysz?-wyciągnął do mnie rękę.
-Jasne.
Tańczyliśmy do  Give me love. W rogu sali stał Federico i dziwnie się nam przyglądał. 
Po dyskotece wróciłam  do hotelu w towarzystwie moich przyjaciół, Fede i Louisa. 
Pożegnałam się z Tomilsonem i wymieniliśmy się numerami telefonu. Weszłam do swojego pokoju. Fede usiadł na swoim łóżku i zmierzył mnie wzrokiem.
-Co się gapisz?-warknęłam.
-A co nie można? Może wolisz żeby ten Louis się na Ciebie gapił?!-wykłócał się.
-Może i wole.-powiedziałam i weszłam do łazienki by się odświeżyć.

Ludmiła chyba postradała zmysły! Spędzać wieczór z kimś takim?! Szelki, kołnierzyk i grzywka na bok? Pewnie pedał. 
Gdy Ferro wróciła z łazienki od razu zasnęła. Ja jeszcze długo myślałem o tym chłopaku.
*Następny dzień*
Wstałem o 12 i w żółwim tempie zebrałem się na śniadanie. Gdy zszedłem do jadalni wszyscy już jedli. Przy stole nie było Ludmiły. 
-Gdzie Lu?-zapytałem siadając na krześle. 
-Spędza czas z Louisem. Mówię Ci! Mają tyle wspólnego!-zachichotała Naty.
-Że z tym pedałem?-zakpiłem.
-Wiesz... Ona ma na prawdę duże powodzenie u kobiet.-powiedział Maxi.
-Na pewno nie większe ode mnie. No ale co ona w nim widzi?-drążyłem.
Wtedy do jadalni weszli Lu z Louisem. Usiedli przy stole i zaczęli mówić o tym jak wspaniale się bawili dziś na plaży. A ten Tomlison jeszcze obejmował ją ramieniem! Co on sobie myśli?! Że mi Ludmiłe z przed nosa sprzątnie? O nie! Ona będzie moja! Zobaczycie! 

Poszłam z Maxim na zakupy. Na początku nie chciał ale obiecałam mu że potem pójdziemy do sklepu muzycznego i wybierzemy mu gitarę. Poszliśmy do pobliskiej galerii. Brałam do przymierzalni mnóstwo ciuchów. Najbardziej spodobały mi się dwie sukienki-Niebieska i Żółta.
-Jak myślisz, którą kupić?-zapytałam mojego chłopaka trzymając w rękach sukienki.
-Hm... Może weź niebieską... Kupiłaś ostatnio takie białe szpilki do których by pasowała.-rzekł profesjonalnie. 
-Co ty taki poinformowany?-uniosłam jedną brew do góry.
-Po prostu się staram Natuś - zaśmiał się.
-Właśnie widzę.-pocałowałam go w czoło
Kupiłam sukienkę i ruszyliśmy do sklepu muzycznego. 
Na ścianach sklepu były namalowane nuty. W głośnikach leciała muzyka. Wystrój był na prawdę ładny. Maxi pociągnął mnie na stoisko z gitarami. Najbardziej spodobała mu się duża, czarna. Spróbował na niej grać. Bardzo mi się podobało. Nie sądziłam ze mój chłopak umie grać. Podeszliśmy do kasy i zakupiliśmy instrument. Potem poszliśmy na lody. Spotkaliśmy tam Louisa i Lu. 
-Cześć! Co tu robicie?-zapytała Ludmiła.
-Na zakupach byliśmy. A wy?-uśmiechnęłam się.
-Na deser przyszliśmy.-wyjaśnił Tomilson.
-Spoko. Macie jakieś plany na wieczór?-zapytał Maxi.
-Idziemy na kolacje do restauracji. Też chcecie iść?-zaproponował Luo.
-No dobrze. Z chęcią pójdziemy.-zgodziłam się.
-To fajnie. Wpadnę po was. A teraz muszę iść. Pa.-Tomlion pocałował Lu w policzek i odszedł. 
Maxi postanowił wrócić do hotelu by pokazać nowy zakup Federico. Ja i Ludmiła postanowiłyśmy pochodzić po sklepach. 
-Jak z Louisem?-zapytałam gdy moja przyjaciółka przymierzała bluzkę. 
-To fajny koleś. Kumplujemy się.-powiedziała. 
-A to nie coś więcej?-zdziwiłam się.
-Nie. On ma dziewczynę. Tylko że ona jest w Stanach. A poza tym lubię patrzeć jak Federico jest zły że spędzam z nim czas.-zachichotała.
-Jest zazdrosny. Widać.-zaśmiałam się.
-Zazdrosny? Raczej nie. Jestem dla niego pierwszą lepszą. Uwierz, zmienia dziewczyny jak rękawiczki.-prychnęła.
Spędziłyśmy jeszcze trochę czasu w sklepach a potem wróciłyśmy do hotelu. Jestem ciekawa jak Feder zareaguje na to dzisiejsze wyjście Louisa z Lu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------=
Okropne! ;c Nie wyszło! *^* No ale jest ;/ Krótki ;<  JESZCZE RAZ DZIĘKUJE ZA 13 KOMENTARZY ♥
3 komy=NEXT c:

sobota, 10 maja 2014

Prolog *.*

Gdzie się podziało stare, dobre "León Verdas Story"?
Puf!
ZNIKŁO ^.^
Teraz to będzie blog o Fedemile♥
Przypominam że sami tego chcieliście c:
Dziś będzie prolog i oczywiście na Violet other History pojawi
się rozdziałek :3
Zapraszam c:



. Nareszcie
Wakacje!~pomyślała dziewczyna siedząc w samolocie. 
Nareszcie Wakacje!~Dokładnie w tej samej chwili pomyślał chłopak. 
Obje zupełnie się nie znają.
Zwykłe nastolatki pragnące słońca, morza i relaksu. 
Przez swoich najlepszych przyjaciół zaczną znajomość.
Ale czy się polubią? 
Jeszcze nie wiadomo...
Bo w końcu wszytko może się zdarzyć...

"Wakacje, wakacje i jeszcze raz wakacje!"-darłam się wybiegając ze szkoły. 
Moje szczęści nie ma granic! Koniec szkoły, nauki! Kompletne lenistwo i zabawa! Pomyśleć że to już dziś wyjeżdżam z Buenos Aires. Już dziś poznam nowych ludzi... Już dziś zobaczę nowe miejsca! To takie ekscytujące! 
-Lu! Ludmiła! Czyt ty mnie w ogóle słuchasz?!-Naty wyrwała mnie z zamyśleń.
-Co....? Tak, tak!-wyprostowałam się.
-To co mówiłam?-drążyła.
-To że... Znowu ty i Maxi spędzicie ze sobą czas?-popatrzyłam na nią.
-No to też... Ale głównie mówiłam że powinnaś znaleźć sobie kogoś...-ta znowu swoje!
-W jakim sensie?-udałam że nie rozumiem.
-No że chłopaka... Violetta ma Diego... A może Leóna... E tam! Mam dość liczenia tych jej chłopaków! Ale do rzeczy! Fran ma Marco, ja mam Maxiego.. A ty? Nikogo!-na jej twarzy pokazał się grymas. 
-No i co? Przecież do szczęścia nie potrzeba miłości.-powiedziałam krzyżując ręce na piersi. 
-No niby tak...-pokiwała głowom.
-Ale super że dziś wieczorom jedziemy do Rzymu! Lu i Naty podbijają Włochy!-krzyknęłam uradowana.
-Tak... Super.-odpowiedziała bez entuzjazmu.
-Coś się stało?-zapytałam z niepokojem.
-Wieeeeeesz...-  przedłużyła.
-Co ty znowu zmalowała?-byłam poważna.
-No więc my na te wakacje nie jedziemy same...-wymamrotała.
-To z kim? Zaprosiłaś Viole?
-Nie do końca... A więc jedzie  z nami Maxi!-powiedziała patrząc w chodnik.
-Że co?! To miały być nasze wakacje!-wściekłam się.
-Oj no przepraszam! Jest jeszcze coś...-wydukała.
-No słucham!
-Maxi zabiera kumpla... 
No i super! Czyli w jednym hotelu z dwoma idiotami! Wszytko do dupy!

O mój Boże! Jak ja kocham wakacje! Zraz ja i Maxi jedziemy do Naty i do jakiejś jej przyjaciółki. 
Razem jedziemy do Rzymu. Dziewczyny, basen, drinki=Szczęśliwy Feduś. 
-Ej, Fede! Jedziemy!-krzyknął Ponte.
-Ok... Już biorę walizki i wychodzę.-odkrzyknąłem. 
Wyszedłem z domu i wsiadłem do auta mojego Kumpla. Szybko dojechaliśmy pod dom Natalii. 
-No dobra. Jesteśmy. Wysiadaj.-powiedział Maxi.
Wysiedliśmy i zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam  wysoka blondynka. Strasznie ładna. To będą wspaniałe wakacje.
-Cześć.-była wyraźnie zadowolona tym, że przyjechaliśmy. 
-Siema Lu. Jest Nata?-zapytał Maxi i wszedł do mieszkania. 
-Hej. Jestem Fede. Ale możesz mi mówić "Mój przyszły mąż".-puściłem do niej oko.
-Taa... Jestem Ludmiła. Ale możesz do mnie mówić: "Dziewczyna która nie będzie nigdy moja."- wykrzywiła się. Niedostępna- to mi się podoba.
-Dobrze... Dziewczyno która nie będzie nigdy moja, mogę wejść?-uśmiechnąłem się.
-Jeśli chcesz. -odpowiedziała obojętnie. 
Natalia przywitała mnie z uśmiechem. Maxi zaczął wynosić bagaże swojej dziewczyny a ja sięgnąłem po rzeczy Ludmiły.
-Nie ma potrzeby byś miał mi nosić walizki.-wyrwała mi z rąk swój bagaż.
-Ludmi... To znaczy Dziewczyno która nigdy nie będzie moja: Daj mi to, chce być miły.-nie puszczałem uchwytu walizki.
-Ale ja nie chcę byś był  miły!-krzyknęła i zaczęła szarpać uchwyt.
Po szarpaninie walizka się otworzyła i wszystkie rzeczy Lu wypadły.
-Coś ty zrobił?!-darła się.
-Spokojnie blondi! Pomogę Ci!-zacząłem zbierać jej ciuchy. 
-Ty już lepiej nie pomagaj! Bo jeszcze coś zepsujesz!-warknęła.
Już mi się podoba! Moja misja na wakacje=ZDOBYĆ LUDMIŁĘ! 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mój mąż ♥♥♥
Krótki, ale przecież to prolog :3 Starałam się nad tym <3 Mam nadzieję że się podoba <3 Na pożegnanie taki Rugg w marśnej bluzce xdd
Aha!
Nie usunę tamtych postów bo chcę by został ślad po León Verdas Strory *.*
Może czasem napisze rozdział na Leónie :***
2 komy=Next c: