sobota, 14 czerwca 2014

.6.1/2

-No widzisz padalcu! Wygrałam!-zaśmiałam się.
-Fede, współczuję Ci.-poklepała Włocha po plecach Naty.
-Czyli mam całować tego... W-woźnego?-dukał.
-No raczej! Natuśka, szykuj aparat! Albo nie! Lepiej kamerę! Chcę mieć to uwiecznione!-śmiałam się.
-Ja się tak nie bawię!-krzyżował ręce na piersiach chłopak.
-To masz problem! Mogłeś się nie zakładać!-drażniłam się z nim.
Wtedy do pokoju wszedł Maxi.
-Czy coś przegapiłem?-zapytał.
-Tak... Fede będzie całował woźnego.-uśmiechnęłam się szyderczo.
-Co?! Ale jak to?-pytał zszokowany.
-Zadarł z Lu.-wyjaśniła Naty.
-A... To się nie dziwie.-zaśmialiśmy się.
-Ale ja nie chcę!-prawie płakał Włoch.
-Trudno. A teraz idziemy na korytarz.-rozkazałam.
Cała nasza czwórka wyszła. Na nieszczęście Federico sprzątacz tam był.
-No Feduś. Już czas.-popchnął go chłopak Natalii.
Chłopak zrobił parę kroków w stronę mężczyzny po czym znowu stanął.
-Coś się stało, kolego?-zaśmiała się pod nosem Nata.
-Nie... To znaczy tak! Bo każecie mi robić z siebie geja!-warknął.
-Ale ty nie tolerancyjny...-stwierdziłam.
Naty i Maxi zaczęli się śmiać razem ze mną, jednak Włoch nie był zadowolony.
-Nie ładnie tak tchórzyć, Fede.-dobijał go Maxi.
Chłopak podszedł całkiem blisko woźnego i już chciał go pocałować. Nie wiem co mi uderzyło do głowy ale... Zrobiło mi się go żal i... Podbiegłam do niego i sama go pocałowałam!
I Naty i Maxi byli w lekkim szoku. Z resztą Feder też... Na początku nie odwzajemniał pocałunku ale potem... Gdy się od niego oderwałam biegiem skierowałam się do naszego pokoju. Zamknęłam się w łazience i sama próbowałam sobie wyjaśnić dlaczego to zrobiłam.

Ja sam nie wieże! LUDMIŁA MNIE POCAŁOWAŁA! O kurwa! Nie wiem czemu to zrobiła ale muszę przyznać że mi się to podobało. Poszedłem do naszego pokoju i zacząłem pukać do łazienki.
-Czego chcesz, Fede?-warknęła.
-Zapytać się czemu mnie pocałowałaś ... -odpowiedziałem spokojnie.
-Po prostu zrobiło mi się Ciebie żal. Nie myśl sobie, że coś z tego będzie.-oznajmiła.
-Na pewno...? Nic nie poczułaś? Nic a nic?-zapytałem.
-Nie! Nic!-krzyknęła.
-Nie te nerwy! A ja poczułem. Zakochałem się w Tobie! Rozumiesz?-wykrzyczałem.
Stałem pod łazienką jeszcze 15 minut gdyż nie usłyszałem odpowiedzi.
Przed wyjściem z pokoju powiedziałem:
-I zawsze będę. Zawsze, będę Cię kochał.-zgarnąłem gitarę i opuściłem pokój. 
Gdy byłem już poza pokojem  podlecieli do mnie Natalia i Maxi.
-I co? Co jej powiedziałeś?-zapytała pierwsza brunetka.
-To, że się w niej zakochałem.-wyszeptałem.
Nie chciałem słyszeć odpowiedzi. Zbiegłem po schodach i opuściłem hotel.
Poszedłem do pobliskiego parku . Tam zacząłem grać na gitarze i myśleć. Myśleć o Ludmile.
Czy ona na prawdę mam mnie gdzieś? A może tez mnie kocha tylko boi się tego przyznać? Sam nie wiem.

Ja już na prawdę nie nadążam! Ludmiła i Fede są razem czy nie?! Oni się w końcu lubią?! I gdzie polazł Federico? Tyle pytań a na żadne nie posiadam odpowiedzi. Ja i Naty uznaliśmy że nie ma potrzeby się w to mieszać. I tak żadne z nich nam nie powie. Postanowiliśmy oglądnąć jakiś film u nas w pokoju. Oczywiście najpierw musiałem ją przeprosić za to na basenie. Natalia najpierw poszła zobaczyć jak się ma Lu i czy wszystko u niej dobrze. W tym czasie ja zająłem się wybieraniem filmu.
Gdy moja dziewczyna wróciła oznajmiła że wszystko jest "ok" i że Ludmiła postanowiła się zdrzemnąć. Ja jak to ja wybrałem film przygodowy. Uważam że "Jeździec znikąd" jest odpowiedni.
Ułożyliśmy się na łóżku i zaczęliśmy oglądać. Film był naprawdę fajny. Gdy się skończył ja postanowiłem poczytać komiksy bo wcześniej nie miałem na to czasu. Moja dziewczyna uznała to za głupotę i poszła do Ludmiły na tak zwane ploteczki.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem że krótki ;c No ale na tyle mnie było tylko stać ;| Następny będzie dłuższy. Druga część one shota powinna pojawić się we wtorek lub w środę ;)
5 komów=next ^.^

piątek, 6 czerwca 2014

One Shot 1/2.+Ogłoszenia parafialne :)


Ogłoszenia!
A więc blog ten ma już 2289 wyświetleń <3 Bardzo dziękuje za to wszystko i jestem Wam bardzo wdzięczna. Do sukcesu tego bloga najbardziej przyczyniliście się Wy. Moi, wspaniali czytelnicy.

Teraz inna kwestia. Jeśli chodzi o zmianę historii która jest tu przedstawiana to nic a nic  się nie zmieni!! :) To opowiadanie będzie mieć około 35 rozdziałów. Po tym zmienię historię bądź ewentualnie drugi sezon. Jednak to drugie jest mało możliwe. Z resztą zobaczymy z czasem. 

Kolejna jak i ostatnia sprawa to wygląd bloga. Zastanawiam się bowiem czy nie zrobić nowego szablonu. Wtedy zmieni się też tło. Jak zresztą wolicie. :)) Biorę wasze zdanie po uwagę. ♥ 
Gorąco zapraszam na one shota który będzie w ramach podziękowania 
za wszystko co dla mnie zrobiliście. 
Mam nadzieje że się wam spodoba :**
 *** 
Mała dziewczynka biegała po mieszkaniu. Było słychać stukanie czarnych lakierków. Jeśli chodzi o wygląd to była podobna do porcelanowej lalki która stała w dużym salonie. Miała duże brązowe oczy i gęste, czarne rzęsy. Jej usta były delikatne, lekko różowe. Była ona blondynką. Nie zwykle jasne włosy opadały na ramiona dziewczynki. Można było powiedzieć że jest lustrzanym odbiciem swojej matki. Jej rodzicielka była wiecznie uśmiechniętą 28-latką. Wraz z mężem prowadziła dobrze prosperującą firmę. Cała rodzina żyła w dostatku a tak zwanemu "małemu aniołkowi" nic nie brakowało. Jak widzicie, Ludmiła dorastała w dobrej rodzinie.
~..~...~...~
 Mały chłopczyk siedział na schodach przy swoim domu. Jego rodzice byli w pracy a dokładnie w restauracji którą prowadzili. Rodzina Włochów nie była ani bieda ani też bogata. Jeśli chcemy mówić krótko była w sam raz. Chłopiec wstał i wszedł do domu. Czekała tam na niego babcia która miała przeczytać mu bajkę na dobranoc gdyż było już ciemno. 5-latek ułożył się wygodnie w łóżeczku które było blisko kaloryfera więc było mu ciepło. Staruszka wyciągnęła dość dużą książkę i wybrała odpowiednie opowiadanie dla wnuka. Dzisiejsza opowieść była o dzielnym rycerzu który uratował przepiękną królewnę przed strasznym smokiem. Gdy kobieta skończyła czytać pogłaskała chłopca po głowie. 
-Ty też kiedyś będziesz taki jak ten rycerz.-powiedziała.
-Tak, babciu! I będę bronił mamusi, tatusia i Ciebie!-odpowiedział dumnie. 
-No oczywiście! Tak odważnego rycerza jak ty, nie ma na całym świecie.-odparła.
-Dobranoc, babciu.-przetarł oczy chłopczyk.
-Dobranoc, Federico.-kobieta zgasiła światło i wyszła z pokoju. 
 Chłopiec, tak jak i dziewczynka mieli bardzo dużą wyobraźnie. 
Oboje byli szczęśliwi.
Jednak każde z tych dzieci zobaczyło co to cierpienie.
Dwa lata później firma rodziców Ludmiły zbankrutowała.
Jej rodzice musieli bardzo oszczędzać. 
Niestety, Federico też się nie poszczęściło.
Jego kochana babcia zmarła. 
Dziewczynka i chłopiec dalej szli przez życie. 
W wieku 15 lat byli zupełnie inni niż w dzieciństwie. 
Nauczyli się że marzenia się nie nie spełniają. 
Może gdy się spotkają ich życie będzie lepsze? 
~....~...~...~ 
Blondynka siedziała przy biurku i uzupełniała papiery. Jej życie było trochę lepsze gdyż miała dobrą pracę. Jednak nie była szczęśliwa. Miała mało przyjaciół lecz cieszyła się tym że nie są oni fałszywi. Jej prawdziwym problemem był brak mężczyzny z którym mogła by iść przez życie. Gdy firma jej rodziców splajtowała bardzo dużo im pomagała i nie miała czasu na miłostki. 
Teraz jednak, jako 25-letnia kobieta nie znalazła jeszcze "tego jedynego". Uważała, że trzeba się zakochać raz, a dobrze i na stałe. 
Miłość zapukała do niej prędzej niż się tego spodziewała.... 
 ~....~...~...~ 
On zamiast stać się rycerzem został adwokatem. Był niezwykle poważny jak na 25 lat. Miał on w prawdzie żonę jednak nie uważał że jest to prawdziwa miłość gdyż kobiecie zależało tylko i wyłącznie na pieniądzach. Na początku tego małżeństwa wszystko układało się dobrze. Lecz później kobieta zaczęła mu grozić. Był z nią tylko dla dobra ich dziecka: 5-letniej Natalii. Było dla niego jasne, że gdy by się rozwiedli żona trzymała by ją z daleka od niego. Postanowił że jeszcze  się nie rozstaną. 
Jednak gdy poznał wszystko się zmieniło...
 
 ~....~...~...~ 
Ludmiła jechała na rozprawę do sądu rodzinnego. Była tam jako świadek.  Podobno jej chrześnica ukradła jakieś ubrania. Było jej niezwykle przykro gdyż Violetta była bardzo dobrą dziewczyną i nie uważała by było to możliwe. Rodzice Violi nie wierzyli w jej niewinność co doprowadzało Ludmiłę do szału. Chodź matką chrześnicy była jej siostra to i tak nie popierała tego co robiła. Chodź była od niej młodsza o 10 la. Dobre było jedynie to, że babcia oskarżonej inaczej mówiąc mama Lu załatwiła dobrego adwokata. 
Kobieta weszła do budynku. Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Na korytarzu stała Violetta i jej rodzice. Był tam też mężczyzna w jej wieku ubrany w strój dla prawnika. Blondynka podeszła do swojej siostry. Ich powitanie było bardzo "suche" w porównaniu do tego w jaki sposób przedstawiły je Violetta z Lu. Kobieta uściskała swoją chrześnice i dodała jej trochę otuchy. 
Do Ludmiły podszedł prawnik. Przedstawili się sobie nawzajem. Oboje byli zauroczeni. Jemu podobało się w niej... Można powiedzieć że wszystko. Jej ruchy, włosy, usta. Jak już mówiłam-wszystko. Ona była zaskoczona sposobem w jaki do niej mówił. Był miły i miał serdeczny głos. Powiedział że udowodni że Violetta jest niewinna i żeby się nie martwiła. Te słowa trochę ją uspokoiły. W końcu nadszedł czas rozprawy. Wszyscy udali się na sale.
 ~....~...~...~ 
Mężczyzna był z siebie bardzo dumny. Dzięki niemu rodzina Ferro wygrała rozprawę. Ludmiła była mu za to bardzo wdzięczna. Rodzicom 15-latki nie było jednak tak wesoło. Wstydzili się. Federico był zainteresowany znajomością z blondynką. 
-Bardzo panu dziękuje. Nawet pan nie wie, jaka jestem panu wdzięczna!-odparła entuzjastycznie Lu gdy wychodziła z adwokatem z siedziby sądu.
-Nie ma pani za co dziękować. Viola to dobra dziewczyna. Uważam, że jej rodzice są dla niej za surowi.-odparł mężczyzna. 
-Ja również. Moja siostra chodź jest starsza to wcale nie nadaje się na matkę.-wyznała podchodząc do swojego samochodu.
-Cholera!-krzyknęła gdy zobaczyła przebitą oponę. 
-Czy coś się stało?-zapytał Włoch spoglądając na kobietę. 
-Jak to się mówi potocznie "złapałam gumę".-popatrzyła ze złością na auto.
-Mogę panią podrzucić.-zaproponował.
-A czy nie będzie z tym problemu?-zawahała się. 
-Nie. I tak jadę sam. Z panią będzie mi miło.
-W takim razie zgadzam się. I jaka tam ze mnie  pani! Proszę mi mówić po imieniu.-mówiła gdy wsiadali do samochodu mężczyzny. 
Gdy już jechali w oczy rzucił się jej fotelik dla dziecka. 
-Ma pan dziecko?-zapytała.
-A owszem. Mam. I proszę mi mówić po imieniu.-uśmiechnął się pod nosem. 
-Czyli masz rówież żonę, tak?
-Tak. Tyle że... Ja wcale jej nie kocham. Ona mnie też. Ale... Nie chcę o tym rozmawiać! 
-Rozumiem. Też chciała bym mieć dziecko. 
Kobieta podała mężczyźnie adres. On ją odwiózł. Cały czas o sobie myśleli. Jednym z cytatów kobiety z pamiętnika było:
"Jestem chora. Chora na miłość."
 ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I oto była Fedemiła cz. 1 :)) Mam nadzieje że się podoba *.....* Jeśli chcecie poczytać one shota o Naxi to zapraszam Tu <3 Przenosi od razu do one shota ^.^   
No i to tyle <3 Jak wejdziecie na tego one shota to go skomentujcie *...........* 
Następna część one shota za 4 komentarze c: 
() ()
*.*
Zwierzeeee xdddd 

wtorek, 3 czerwca 2014

.5.

*Wieczór*
Jakie to nasze Naxi jest nie ogarnięte. Nie pamiętać o kluczu zapasowym? No ale i tak kocham moją Naty.
Zaraz idziemy pożegnać się z Louisem. Na lotnisku, ma się rozumieć. Ubrałam lekki sweterek z jarzębinowego materiału i popatrzałam na Federico który opychał się chipsami na łóżku. 
-Idziesz ze mną?-zapytałam zabierając mu tymczasową przekonskę. 
-Z tobą? ZAWSZE.-uśmiechnął się szeroko po czym dodał-Tylko oddaj mi chipsy. 
-Pojebało? To akurat moje ulubione.-zachichotałam i władowałam sobie garść do ust. 
Fede nic nie odpowiedział. Wstał, zarzucił marynakrę po czym wykrzywił się. 
-Następnym razem to ty kupujesz jedzenie. I to dla mnie.-powiedział stanowczo i wyszedł.
Jakąś minute stałam nie ruchomo myśląc nad jego słowami. Był tak zadziwiająco spokojny... Myślałam że wyrwie mi opakowanie chrupek a tu taka przemowa. Gdy skończyłam rozmyślać wyszłam na korytarz. Chłopak ruszył przodem. Szłam za nim. W końcu zatrzymał się i odwrócił się do mnie.
-Nie potrwanie się  na Ciebie gniewać.-pogłaskał mnie po policzku.-Za bardzo mi zależy. 
-A ja już myślałam że na serio się obraziłeś...-przekrzywiłam lekko głowę.
-Lubię Cię zaskakiwać.-uśmiechnął się pod nosem.
-Dobra nie ważne. Trzeba iść na to lotnisko bo Lou odleci a ja się z nim nie pożegnam-pociągnęłam go za sobą. 
-Ah... Cóż to był by za pech...-udałam smutek.
-Jak dobrze że mnie rozumiesz.-zaśmiałam się idąc dalej. 
Gdy byliśmy na miejscu od razu zaczęłam szukać mojego znajomego. Było strasznie dużo ludzi i ledwo się chodziło. Ale na szczęście jakoś sobie poradziliśmy. Doszliśmy do samolotu do którego zaraz miał wsiąść Tomlison. Gdy go ujrzałam podbiegłam i rzuciłam się mu na szyje. 
Staliśmy przytuleni do siebie tak parę minut. Niestety tą jakże przyjacielską chwile przerwał Federico.
-Zaraz odlatujesz.-powiedział sucho Włoch.
-A co zazdrosny?-wypalił Louis.
-Kto? Że ja?! No chyba sobie żartujesz! Możecie sobie tak stać nawet do końca życia ale mnie to nie będzie obchodzić. Tylko nie chcę by Ci samolot uciekł.-odpowiedział spokojnie.
-Ach tak? Czyli mogę zrobić tak?-zapytał i lekko musnął moje usta swoimi.
Nie wiem co pojawiło się w głowie Fede ale ze złością rzucił się na Tomilsona.
-Możecie się przestać bić?! Jak małe dzieci!-krzyknęłam a oni momentalnie od siebie odskoczyli.
-Sorry... Nie chciałem....-podrapał się w tył głowy Louis.
-Ja też. Przepraszam, Lu.-wydukał Włoch.
-Już nie ważne... A teraz chyba musimy się pożegnać.-powiedziałam ze smutkiem.
-Masz racje. To pa, Ludmiło.-musnął ustami mój policzek i wszedł do samolotu.
Gdy odlatywał machał mi przez okno. Federico objął mnie od tyłu.
-Ty i  on... Coś z tego będzie?-szepnął mi do ucha.
-Nie... Jesteśmy tylko kumplami.-odparłam po chwili zastanowienia.
-To dobrze. Bo martwił bym się, że ktoś odpierze mi moją księżniczkę.-mruknął.
-Po pierwsze-nie twoją. Po drugie- Nikt Ci mnie no odbierze ponieważ nawet razem nie jesteśmy.-odparłam i uwolniłam się z jego objęć.
-Jeszcze nie.-odpowiedział krótko.
Postanowiliśmy wrócić spacerem do hotelu. Chłopak parę razy próbował wziąć mnie za rękę. Jednak ja nie dawałam za wygraną. Z jednej strony nie podoba mi się jego zachowanie... Jednak z drugiej... Jest całkiem, całkiem.... No nie ważne.
Gdy dotarliśmy  do hotelu poszliśmy do siebie. Nie chciało nam się już nigdzie wychodzić więc uznaliśmy że spędzimy tu resztę wieczoru.

Ja i Maxi siedzieliśmy sobie w basenie hotelowym. Wszystko lepsze niż pobyt w tym cholernym apartamencie! Tak dokładnie to ja siedziałam na brzegu a on pływał w najlepsze. Bardzo mi się nudziło więc postanowiłam zamówić sobie drinka w tutejszym, małym barku. Gdy chciałam wstać mój chłopak chwycił mnie za rękę i wciągnął do wody. Wciągnął mnie po prostu pod wodę! Chciałam dać mu w głowę i na niego nawrzeszczeć i pewnie bym tak zrobiła gdy by nie to że byłam na dnie basenu. Naglę brunet bardzo namiętnie mnie pocałował. Przyznaje, podobało mi się to. Ale w głowie wymyślałam już zemstę. Gdy się wynurzyliśmy usiedliśmy na brzegu.
-Maxsiu....-zaczęłam słodko.
-Co się stał kochanie?-objął mnie.
-Jak masz się tak zachowywać to... WYPIERDALAJ!-wrzasnęłam.
-Natuś... Nie przesadzaj....-pogłaskał mnie po plecach.
-Bez żadnego "Natuś"!-warknęłam i wrzuciłam chłopaka do wody a sama opatuliłam się ręcznikiem który leżał na leżaku. Ponte szybko mnie dogonił i zaczął się do mnie przymilać. Ja oczywiście uznałam że będę obrażona więc gdy skończył swój monolog pokazałam mu środkowy palec i poszłam do naszego pokoju by się przebrać. Oczywiście zamknęłam się na klucz. Tym razem był on cały.  Wysuszyłam włosy. Ubrałam czarne, krótkie spodenki i białą bluzkę z dość dużym nadrukiem. Włożyłam również srebrne japonki i udałam się do Fede i Ludmiły.
Bez pukania wlazłam do ich apartamentu i usiadłam na łóżku przyjaciółki. Blondynka siedziała na dywanie i grała z chłopakiem w karty.
-Kto wygrywa?-zapytałam siadając koło niej.
-Niestety, Ludmiła.-zmarszczył brwi Włoch.
-Ja tylko udowadniam swoją wyższość nad tobą.-uśmiechnęła się  złośliwie.
-Aha... A mnie Maxi wrzucił do basenu.-odparłam.
-Wszyscy faceci to świnie.-skwitowała Lu nie odrywając się od gry.
-Ej! Jeśli już to prosiaczki.!-oburzył się chłopak.
-No jasne... Zresztą, założyliśmy się.-powiedziała.
-O co?-spytałam ciekawa.
-Jeśli ja wygram... Ludmiła mnie pocałuje...-zaczął Federico.
-...A jeśli ja wygram to on pocałuje tego gościa który tu sprząta.-dokończyła Ludmi.
-Tego grubego z brodą?-zaśmiałam się.
-No a jak!-uśmiechnęła się szeroko Ludmiła.
Po długiej grze wygrał/wygrała....
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I oto 5 rozdziałek :)) Pisałam go strasznie długo a taki denny wyszedł ;____; No ale jest c: Zapraszam na bloga http://violet-other-history.blogspot.com/ Zaczynam go pisać z Wiktorią Dominguez c: Jest on o zupełnie innej parze.*.* Jak wejdziecie tom skomentujcie *w* Pozdrowionka <3