Ramallo ^=^
Angie wpadła do naszego domu cała zdyszana. Gdy powiedziała że German nie żyje byłem przerażony! Zupełnie nie wiedziałem o co chodzi.
-Jak to nie żyje, słoneczko?!-pytała zdenerwowana Olga.
-A więc ja... A więc....-dukała.
-A ty co tak stoisz?!-wróciła się do mnie gosposia.-Rusz dupę po szklankę wody.
Pośpiesznie przyniosłem kobiecie wodę. Napiła się i usiadła na krześle. Gdy trochę ochłonęła zaczęła mówić:
-A więc siedziałam z Pablo w restauracji. Wyszłam na chwilę by się przewietrzyć. Zobaczyłam że German jedzie samochodem z Jade. Pomachałam do niego. On uśmiechnął się do mnie... I... I... Nie zauważył drzewa! Wjechał prosto na nie!-płakała.
-Ale skąd wiadomo że nie żyję?-zapytałem.
-Bo... Bo Pablo wyszedł z restauracji i zadzwonił po karetkę. Gdy dojechała... Oni... Potwierdzili zgon!-ukryła twarz w dłoniach.
-Oh, Dios mío!-wykrzyknęła Olga siadając na krześle.
-To okropne. Tylko jak powiemy dzieciom...-zmartwiłem się.
-Ja to zrobię. W końcu to moja wina.-szlochała Angie.
-Nie obwiniaj się kruszynko.-pocieszała ją Olga.
-Ale to naprawdę moja wina.!-płakała dalej.
-A co z panienką Jade?-zapytałem.
-On... ONA PRZEŻYŁA!-wrzasnęła.
-No to pięknie.-złapała się za głowę gosposia.
Violetta♥
*Następny Dzień*
Wieczorem Diego odprowadził mnie do domu! Jaka jestem szczęśliwa. Ale... Podobno Olga, Angie i Ramallo chcą przeprowadzić ze mną i z Leónem jakąś ważną rozmowę. Mam nadzieję że to nic poważnego . Po porannej toalecie wybierałam zestaw na dziś. Po śniadaniu spotykam się z Diego więc musi to być coś idealnego.
Wybrałam to:
W dobrym nastroju wyszłam z pokoju. Leóna jeszcze nie było-pewnie zasnął na kanapie u Federico. Zeszłam na dół. Przy stolę siedziała Olga i Angie z Ramallo. Byli smutni. Zastanawiałam się dlaczego ale uznałam że jak będą chcieli to mi powiedzą. Zjadłam tosty i popiłam je sokiem pomarańczowym.
-Chcieliście o czymś porozmawiać, tak?-przypomniałam sobie wstając z krzesła.
-A więc Violu... Bo...-zaczęła Angie.
-Musimy Ci coś powiedzieć.-dokończyła Olga.
-Bo głównie chodzi nam o twojego tatę.-wydukałam moja ciocia.- Na jego temat wypowie się Ramallo.
-Ja?-zapytał zszokowany mężczyzna.
-Tak ty!-krzyknęły kobiety.
-No więc on... Ten teges... ON WYJECHAŁ NA WAKACJE!-krzyknął Ramallo.
-SERIO?-zapytały razem Angie i gosposia.
-No przecież o to wam chodził, prawda?-mrugnął do kobiet.
-Aaaa... Tak. Dokładnie o to!-powiedziała jakoś dziwnie.
-Aha.... To ja już może pójdę...-powiedziałam i z kierowałam się do drzwi.
Wyszłam z domu. Czekał już tam na mnie Diego.
-Cześć!-przywitał mnie.
-Hej! To gdzie idziemy?-zapytałam.
-Zobaczysz.-powiedział i pociągnął mnie za rękę.
Moim oczom ukazał się ten sam motor którym wczoraj pojechaliśmy na plaże.
-Ładnie, prawda?-uśmiechnął się Diego.
-Bardzo. Strasznie mi się tu podoba.-odwzajemniłam uśmiech.
-Usiądziemy na ławce?-zapytał chłopak.
-Dobrze.-odpowiedziałam.
Wkrótce siedzieliśmy już na drewnianej ławce w cieniu drzewa.
-Violu, opowiesz mi coś o sobie?-zapytał.
-No dobrze... Ale co chcesz wiedzieć.-pogładziłam swoje spodnie.
-No na przykład o twoim pochodzeniu. O swoim dzieciństwie.-zaproponował.
-No dobrze.. Mieszkałam w Buenos od urodzenia. Moja matka zaginęła w nieznanych okolicznościach. Nie wiem gdzie jest itd. Moją przyjaciółką była Fran. Dalej bardzo się przyjaźnimy. Ona teraz jedzie do Włoch na dwa tygodnie więc je spędzę z Tobą.-pogładziłam go po włosach.
-I to mi się podoba. A kiedy odkryłaś swój talent do śpiewania?-zapytał.
-Jaki talent?-zdziwiłam się.
-No jak to? Gdy śpiewaliśmy u Ciebie to wyszło Ci wspaniale.-uśmiechnął się.
-Nie... Nie śpiewam często. Uważam że nie mam dobrego głosu.-wyznałam.
-Ależ co ty mówisz! A i mam dla Ciebie niespodziankę.-krzyknął.
-No słucham.
-A więc mój menadżer słyszał jak śpiewasz. Nagrałem to w twoim domu... Ale on jest zachwycony! Chcę byś zaśpiewała ze mną na koncercie!-krzyknął.
-Że co?! Boże jak się cieszę! Dziękuję!-przytuliłam go.
-Nie ma za co!-obioł mnie w pasie.
León <:
Od wczoraj ja i Lara jesteśmy parą! Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Umówiłem się z nią na dziś wieczór. Idziemy na mecz piłki nożnej. O 13 wróciłem do domu. Wszyscy domownicy byli oprócz Violi i taty. Wszedłem do kuchni. Siedział tam Ramallo z Angie. Olgita zmywała naczynia. Wszyscy wydawali mi się smutni.
-Cześć, rodzinko!-przywitałem się.
-Witaj León. Musimy Ci coś ważnego powiedzieć.-powiedziała moja ciocia
-A więc słucham.
-Bo... Bo twój ojciec nie żyję!-krzyknęła Olga.
Nagle zobaczyłem mroczki przed oczami. Czułem jak upadam. Ostatnie słowa jakie usłyszałem to: "O MÓJ BOŻE!" - Które wypowiedziała Olga.
------------------------------------------------------
Krótki i dziwny :---: No ale jest:) Końcówkę pisałam na Tel. *,* Dziękuję za 9 komów pod 4 rozdziałem <3
3 komentarze =Next:*
-Cześć, rodzinko!-przywitałem się.
-Witaj León. Musimy Ci coś ważnego powiedzieć.-powiedziała moja ciocia
-A więc słucham.
-Bo... Bo twój ojciec nie żyję!-krzyknęła Olga.
Nagle zobaczyłem mroczki przed oczami. Czułem jak upadam. Ostatnie słowa jakie usłyszałem to: "O MÓJ BOŻE!" - Które wypowiedziała Olga.
------------------------------------------------------
Krótki i dziwny :---: No ale jest:) Końcówkę pisałam na Tel. *,* Dziękuję za 9 komów pod 4 rozdziałem <3
3 komentarze =Next:*






