środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 4

No jestem :3
Było 5 komów nawet spoko :)
Wiecie co? >.<
REKLAMOWAŁAM GODZINĘ BLOGA NA ASKU 
I CO?!!!
JEDNA OSOBA SKOMENTOWAŁA !!!! 
No ale to nie wasza wina, kochani ♥
Wy komentujecie i za to wam dziękuję c:

Lu♥
Diego cały czas wypytywał mnie o Violettę! 
-Lu, jaki jest ulubiony kwiat Violi?-pytał.
-Tulipan!-warknęłam ze złości. Miałam już dość tylu pytań.
-A jaki ona lubi kolor?-dręczył mnie.
-Fioletowy i czarny.-starałam się opanować.
-No dzięki. A ulubiona potrawa?
-Eh... Pizza.-westchnęłam.
-No! I tyle chciałem wiedzieć. Jeszcze jedno pytanko.
-No?
-Która godzina.
-Za pół godziny 17:00.-mruknęłam.
Diego nic nie odpowiedział tylko wyleciał z pokoju i zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. Mi się nudziło. Postanowiłam że wybiorę się na spacer. Szukałam odpowiedniego stroju. 
Nagle znalazłam to:
 
Postanowiłam że ten zestaw jest odpowiedni przy 28 stopniach. Wyszłam z hotelu i ruszyłam do pobliskiego parku. Po drodze kupiłam sobie moją ulubioną kawę w hotelowym bufecie. Szłam chodnikiem popijając gorący napój. Zagapiłam się w małego szczeniaczka bawiącego się z dużym psem. Stanęłam i przyglądałam się tym uroczym zwierzątkom. Naglę wpadł na mnie chłopak a cała kawa wylała się na moje śnieżnobiałe spodenki.
-Coś ty zrobił idioto!?-wydarłam się na niego.
-Przepraszam! Nie chciałem. Odkupie Ci te spodnie.-uspokajał mnie.
-Te spodnie kosztowały majątek! Wiesz kim ja jestem?! Wiesz?! Ja jestem Ludmiła Ferro!-darłam się.
-A ja Federico! Też mam się tak drzeć? Bardzo Cię przepraszam. Mieszkam nie daleko więc możemy do mnie wstąpić. Może moja pralka upora się z tą plamą?-zaproponował.
-No dobrze. Tylko w czym ja będę u Ciebie chodzić? Przecież nie w majtkach.-powiedziałam spokojnie.
-Po drodze mogę Ci coś kupić w sklepie.-powiedział i wziął mnie za rękę.
Wyszliśmy z parku i dotarliśmy do jakiegoś butiku. Bez namysłu wzięłam krótkie czarne spodenki. Były ładne i pasowały mi do reszty kreacji. Federico kupił mi je a moje poprzednie kochane białe spodenki spakował do biodrówki. Ruszyliśmy do jego mieszkania. 
Muszę przyznać że ma ładne mieszkanie. Usiadłam w salonie a on poszedł do łazienki. Gdy wrócił powiedział ze poczekam tu sobie jeszcze godzinę bo zanim się wypiorą i wyschną minie trochę czasu. Rozsiadłam się na kremowej kanapie.
-A więc, jesteś Federico, tak?-lekko się uśmiechnęłam podając mu rękę.
-Tak. A ty Ludmiła. Chciałem Cię bardzo przeprosić. Te spodenki były naprawdę ładne. Prawie tak ładne jak ty.-z uśmiechem uścisnął moją dłoń.
-Miły jesteś. I nie ma sprawy. To ja powinnam Cię przeprosić. Nawaliłam. Nie powinnam tak na Ciebie krzyczeć. Nie zrobiłeś tego umyślnie.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nie masz za co. Ale nie ważne. Ty jesteś tą piosenkarką?-odwzajemnił mój uśmiech.
-No tak. I przy okazji...Jakiego żelu do włosów używasz?
-Zaraz przeniosę Ci etykietkę. Poczekaj.
Violetta♥
Randka z Diego. Jest ok. To nic takiego. Kogo ja oszukuję?! JAK JA SIĘ CIESZĘ!!!! Randka i znowu szukanie ubrania. No super! Po długim czasie zmarnowanym na szukanie idealnego stroju. 
Wreszcie znalazłam to:
 
 Dlaczego nie ubrałam sukienki? Bo przecież Diego mógł zaplanować coś bardziej... Hm.. Nie eleganckiego? No nie ważne. W każdym razie stylizacja była jak najbardziej w stylu Diego. Weszłam na dół a tam co? No León obściskujący się z Larą. 
-No cześć.-powiedziałam.
-O hej! Gdzie wychodzisz?-zapytała Lara która przestała tulić mojego brata.
-A na randkę! A wy jakie macie plany na wieczór?-uśmiechnęłam się.
-Idziemy na imprezę u Fede. Cała paczka jest zaproszona. Ty też byłaś ale idziesz z Diego...-odpowiedział mój brat.
-To pozdrówcie wszystkich. Miłej zabawy.-pożegnałam się z nimi i wyszłam z domu.
Czekał już tam na mnie Diego. 
-Cześć.-uśmiechnęłam się szeroko.
-No hej księżniczko.-przywitał mnie chłopak.
-Jakie plany?-pocałowałam go w polik
-Zobaczysz ale jedziemy.-zaśmiał się Diego.
-Niby czym?-zdziwiłam się szukając wzrokiem auta.
-Tym.-brunet wskazał na stojący przy furtce motor.
-Nie wiedziałam że jeździsz.-powiedziałam zakładając kask.
-Nie pisali tego w kolorowych pisemkach?-uśmiechnął się chłopak.
Wkrótce jechaliśmy. Nie było jeszcze tak ciemno. W końcu jest lato. Naglę motor zatrzymał się.
-Jesteśmy na miejscu.-powiedział Diego zsiadając z motoru.
Moim oczom ukazała się duża plaża. Stałam na ogromnym molo.Było oświetlone  lampkami. Był tam  barek który obsługiwał jakiś chłopak. Znajdował się tez tam stolik i dwa krzesła. 
-Fajnie to zaplanowałeś.-uśmiechnęłam się.
-Wiem! I jest coś jeszcze.-powiedział chłopak podając mi wielki bukiet tulipanów.
-O Boże! Jak ja kocham tulipany! Skąd wiedziałeś?-byłam zachwycona.
-Ma się swoje źródła.-zaśmiał się brunet.
Usiedliśmy do stolika.
-Co będziemy jeść?-zapytałam.
-To co lubisz.-uśmiechnął się Diego.
Chłopak od barku podszedł do nas z dwoma małymi pizzami z moimi ulubionymi składnikami.
-Jesteś cudowny! Skąd wiedziałeś że kocham pizze?-mówiąc to ukroiłam sobie kawałek.
-Jak już mówiłem źródła.-zaśmialiśmy się.
Potem zabraliśmy się do jedzenia. Pizza strasznie mi smakowała.Następnie Diego wstał i odszedł na chwilę. Zastanawiałam się gdzie. Po chwili wrócił z małym pudełeczkiem.
-Co to?-zapytałam.
-Otwórz.-uśmiechnął się Diego i podał mi pudełeczko przewiązane białą wstążeczką. 
Okazało się że chłopak kupił mi kolczyki! I to w moich ulubionych kolorach! 
-Diego! Jak ja Ci dziękuję!-przytuliłam chłopaka a łza szczęścia spłynęła mi z oka. 
-Nie masz za co! Po prostu chciałem Ci sprawić przyjemność.-Diego obiął  mnie w pasie.
-Ależ mam! Jesteś wspaniały.-mówiłam dalej.
-Cieszę się że sprawiłem Ci radość.-uśmiechnął się do mnie. 
-Dziękuję.-szepnęłam mu na ucho i dalej się do niego tuliłam.
Lara♥
Nie ma tu Diego jak coś c:
Impreza u Federico jest extra! Same soki bo jego rodzice są na górze. A my nie jesteśmy pełnoletni. Fede przedstawił nam pewną blondynkę która podobno jest gwiazdą. Okazało się że León ją dobrze zna. Tańczyliśmy a nawet śpiewaliśmy. Gospodarz nie odstępował owej Lu na krok.Robiliśmy sobie zdjęcia a najwięcej chłopcy. 
-León... Możemy wyjść na balkon...? Chcę się przewietrzyć.-powiedziałam.
-Jasne. To chodźmy.-rzekł chłopak i pociągnął mnie w stronę balkonu.
Otworzyliśmy szklane drzwi. Popatrzyłam na widok. Było ciemno. 
-Ładnie, prawda?-uśmiechnął się León.
-Pięknie. Mam sprawę.-odwzajemniłam uśmiech.
-Słucham.-chłopak popatrzył mi w oczy.
-Co między nami jest? Ja już nic nie rozumiem.-odrzekłam zmartwiona.
-Ja sam nie wiem.-oparł się o barierkę balkonu.
-To mi powiedz.! Mam dość tej nie pewności. I...-nie dokończyłam bo León złożył na mych ustach pocałunek.
Olgita xD 
 Siedziałam w kuchni. Gotowałam sobie i Ramallo kolacje. Myślałam o mojej kruszynce. Ona tak szybko rośnie! A Leoś? Rośnie na silnego chłopaka. Jestem z nich dumna. Naglę do kuchni wszedł Ramallo.
-Witaj Olgo. Co tam gotujesz?.-przywitał się.
- Robię tosty mój drogi. Zaraz będą gotowe.-uśmiechnęłam się. 
-To dobrze. Cały czas uzupełniałem dokumenty za Germana.-powiedział oschle.
-Za pana Castillo? A czemu sam tego nie zrobił?-zdziwiłam się.
-Pojechał do tej swojej lafirndy.-mężczyzna wywrócił oczami.
-Panienka Jade już na prawdę jest denerwująca.-prychnęłam.
-Masz racje, Olgo. German coraz bardziej oddala się od domu. A co dopiero od Violetty.-zmarszczył brwi.
-To prawda. O Leónie już nie wspomnę! Jego tata obiecywał mu że pograją razem w piłkę. Zwleka z tym już... OD JAKIŚ OŚMIU LAT!-wrzasnęłam.
-Dobrze że jest jeszcze Angie. Ona dba o edukacje tych nastolatków.-rzekł mężczyzna.
-O tak! Nasza dobra Angie. Aha! Ma wpaść dziś na kolacje.-wymamrotałam.
-To świetnie.-zasiadł do stołu Ramallo. 
Naglę do kuchni wpadła zapłakana Angie. Była cała zdyszana i zapłakana. 
-Co się stało gwiazdeczko?-zmartwiłam się.
-German!-wykrztusiła.
-Co się stało z panem Castillo?-zdenerwował się Ramallo.
-German! On nie żyję!-krzyknęła i zaczęła płakać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I oto 4 rozdział ♥ W tamtym było 5 komentarzy ;< Ale ok :)) Mam nadzieje że się wam podoba c:
3 komy=NEXT C:

9 komentarzy:

  1. Jak to 'nie żyje'. Co ona brała?! Nie no... Fedemila! Leonara! Jeeej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow świetny rozdział pisz dalej :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to German nie żyje ;c
    Dieletta <33
    Super ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. Super :) " -Te spodnie kosztowały majątek ! Wiesz kim ja jestem ?! Wiesz ?! Ja jestem Ludmiła Ferro ! - darłam się.
    - A ja Federico ! Też mam sie tak drzeć ? " haha xd
    " - No dobrze tylko w czym ja będę u Ciebie chodzić ? Przecież nie w majtkach. " hehe, niezłe :D
    Podobało mi sie jaką cudowną randkę przygotował Diego dla Violetty ;) ale zdziwilo mnie to, że German nie żyje :o
    Fajne :* Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ta dzuewczyna z MC donaldu to co ? XD Super, ja muszę isć do szkoły, to tyle napiszę ;-;

    OdpowiedzUsuń
  6. -A ja Federico! Też mam się tak drzeć? heheheh :D
    Pojechał do tej swojej lafirndy xD
    Jego tata obiecywał mu że pograją razem w piłkę. Zwleka z tym już... OD JAKIŚ OŚMIU LAT! - dobre, dobre xD
    German is dead ? Jag to ? No ale okej, nie będę aż tak tęskniła...
    Randka Dieletty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział ♥
    Fedemila najlepsza

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej chcę powiedzieć, że na bloga trafiłam przypadkowo, ale bardzo się cieszę, że mogę to czytać. Blog jest jednym z najlepszych jakie mogłam przeczytać, oglądnąć i podziwiać. Pisz dalej, bo naprawdę warto. Dołączam się do obserwacji. Pozdrawiam Nikola z http://leonetta16.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak to .. German nie żyje ?!?!?!?! Randka Dieletty <333

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie BARDZO ważny ♥